Advertisement

Dla początkujących
Menu
Strona główna
Aktualności
Artykuły
Filmy i zdjęcia
Społeczność
Ogłoszenia
Forum
Linki
Wyszukaj
Warszawa
Gdzie się wspinać?
Topo
Instruktorzy
Sekcje
Logowanie
climb.pl
szkoła językowa francuski hiszpański warszawa
Ankieta
Najlepsze skały w Europie:
Polska
Francja
Hiszpania
Włochy
Niemcy
inny kraj
nie lubię skał w Europie
Wszystkie ankiety
Stworzone dla:
Mozilla Firefox
feed image
Najczęściej czytane
Tagi artykułów z kategorii: Regiony i wyjazdy
bali boulderig chorwacja cliffbase climbing dws everest francja himalaje hiszpania indonezja korsyka maroko pawłowski siurana słowacja todra topo trip
Siurana: wiatr i skały
Tagi: siurana  hiszpania
Redaktor: mik6e 02-04-2008  (zmieniany: 20-12-2009)

IMG_0836_intro2.JPG Marzenia o gorącej Hiszpanii i legendarnej Siuranie (z La Rambla 9a+) zaowocowały planem marcowego wyjazdu w tamte okolice. Liczne wywiady i rozmowy z osobami, które w Siuranie już były, rozbudziły w nas wyobrażenia pełne słońca i przyjemnego wspinania. Rzeczywistość była troszkę inna, nieco mniej ciepła, ale i tak bardzo interesująca. Oto krótka relacja z 10 dni spędzonych w Katalonii, w okolicach północnego wybrzeża Hiszpanii, niedaleko Barcelony, z dzikiego miejsca pełnego skał i wiatru.

Po nieprzespanej nocy w pociągu relacji Warszawa-Poznań, o 3 nad ranem dotarliśmy na lotnisko Ławica. Dla posiadaczy karimat hala lotniska jest wygodna niczym pięciogwiazdkowy hotel, oczekując na lot o 10.45 do Girony pod Barceloną po prostu spaliśmy. W końcu wylot i nadzieja na gorące, hiszpańskie słońce, które rozgrzeje nasze zmarznięte polską zimą tyłki. Ech, płonne to były oczekiwania...

Hiszpania przywitała nas 15 stopniami i silnym wiatrem. Jeszcze pełni pogodowego optymizmu rozdzieliliśmy się na dwie grupy. Część osób postanowiła pojechać do Siurany kombinowanym połączeniem przez Barcelonę i Reus (autobus, pociąg, autobus, 6km z buta do Siurany), reszta, 9 osób, jak to na przywykłych do wyrzeczeń wspinaczy przystało, postanowiła wynająć samochody. Później okazało się, że był to naprawdę bardzo dobry pomysł! Wynajem aut razem z benzyną spaloną przez 8 dni kosztował nas, już po podliczeniu po powrocie, około 270 zł na osobę, w sumie taniej niż dojazdy publicznym transportem, a przecież o wiele wygodniej (proszę nie krzyczeć, że ma nie być wygodnie :P).

2008_03250044_serpentyny.JPG
Serpentyny w drodze do Siurany

Do Siurany jechaliśmy z Girony około 4 godziny, po drodze zahaczając o Tarragonę, przyjemne, portowe miasteczko, które odwiedziliśmy również później, w dzień restowy. Większa część 120km drogi to wygodne autostrady i porządne drogi (trudno było uwierzyć, że Hiszpania jest biedna :D). Ostatnia część to niesamowite górskie serpentyny do Siurany, z których rozciągały się przepiękne widoki na wybrzeże i wszechobecne skały. Po przybyciu na miejsce Siurana okazała się maleńką, niezwykle starą i klimatyczną wioską położoną na szczycie skalistego wzgórza. Budynki, zbudowane z cegieł/kamieni, wyglądały na 500 lat, a wąskie uliczki pomiędzy wysokimi domami pozwalały poczuć dziwną i trochę niepokojącą atmosferę zagubionego na pustkowiu, praktycznie opuszczonego (Siurana ma 30 mieszkańców) miasteczka.

Dość szybko trafiliśmy do schroniska, prowadzonego przez Miriam, żonę Toniego, właściciela pobliskiego, jedynego w Siuranie, kampu. Schronisko, najwyżej położony w miasteczku budynek, było niesamowitym połączeniem substancji wzgórza i cegieł. W środku, przez wszystkie pomieszczenia, przechodziła żywa skała, zwieszając się nad posadzką i tworząc klimatyczny bulder.

Siurana i schronisko

Miriam okazała się ognistą z wyglądu i charakteru Hiszpanką, ostrą w języku, ale też bardzo serdeczną. Reguły panujące w schronisku były dość restrykcyjne: o 23 wszyscy muszą iść spaść albo wynieść się na zewnątrz, do tego nie można zapraszać gości z zewnątrz! Było to powodem zabawnej sytuacji, kiedy Miriam najpierw ostro nas opieprz..ła za zaproszenie kumpla z kampu na kolację, by po chwili przynieść nam butelkę wina z przeprosinami za jej niepohamowany wybuch :D.Spanie w schronisku było dość drogie, 11 euro za łóżko w jedynej, około 25-osobowej sypialni, 10 euro za spanie na podłodze. Warto zarezerwować miejsce wcześniej. W schronisku brakuje kuchenki, ale jest ciepła woda pod prysznicem (zwykle nie starcza dla wszystkich :D). Zmęczeni podróżą szybko poszliśmy spać.

Poranek dał nam przedsmak tego, co czekało nas przez cały pobyt w Hiszpanii: silny wiatr i niezbyt wysoka temperatura skutecznie chłodziły nasz zapał do wspinania. Na szczęście nie padało. Pierwszy wypad w skały (rejon Grau dels Masets), pół godziny błądzenia i w końcu zaczynamy łoić. To znaczy inni zaczynają, bo ja... zapomniałem butów. Wracamy z Łukaszem do schroniska, które jest... zamknięte. Po godzinie wkurzeni wracamy w skały, a ja poznaję smak wspinania w pożyczonych, jeszcze gorących i wilgotnych butach. Wyceny siurańskich dróg są, hmm..., ekstremalne. Jeśli robisz 7a w Siuranie, będziesz robić 7a wszędzie na świecie. Do tego kiepska pogoda i rejon z niezbyt ładnymi skałami - pierwszy dzień wspinu był dość frustrujący. Tylko wieczorne upijanie się winem (0.85 euro za butelkę naprawdę świetnego trunku!) było pocieszające :]. Następny dzień i kolejne rejony: Can Gans di Onis oraz piękny, pełen słońca La Reina Mora, z którego roztaczał się widok na południową dolinę pod Siuraną.

Can Gans di Onis i La Reina Mora

Tymczasem po dwóch dniach pobytu w Siuranie skończyło się miejsce w schronisku (nie mieliśmy rezerwacji, inni mieli :D), na szczęście Miriam załatwiła nam miejsca w schronisku w La Mussara. Poganiani przez niezbyt oczarowaną Siuraną Gosię przenieśliśmy się do kolejnego rejonu. Wcześniej jednak zawadziliśmy o kamp, by zasięgnąć informacji, gdzie można się wspinać przy tak wietrznej pogodzie. Kamp Toniego pełen był wspinaczy ze wszystkich stron świata, z czego większość była z... Polski. Żartuję z tą większością, ale Polaków było w Siuranie naprawdę wielu. Szukaliśmy informacji, a urok Gosi szczególnie dobrze podziałał na legendarnego Kurta Alberta, który polecił nam rejon Raco de Missa w Parku Narodowym Montsant.

IMG_0857_schron_lamussara.JPG
Schronisko w La Mussara
Schronisko w La Mussara pod względem surowych zasad podobne było do poprzedniego – kiedy o 23 zziębnięci i zmęczeni dotarliśmy do schronu – okazało się, że musimy jeść w samochodach! Spanie w 40-osobowej sypialni kosztuje 6,5 euro, gorący prysznic dodatkowe 2 euro. W schronisku można za to naprawdę dobrze zjeść – całkiem spory, bardzo smaczny posiłek to wydatek 5 euro.

Następnego ranka ruszamy do La Isabel. Izabela, której szukaliśmy przez dobrą godzinę, mimo zachęcającego imienia okazuje się kopią rzędkowickich rzęchów – wcale nas to nie cieszy... Za to spotykamy kolejnych Polaków wśród masy innych wspinaczy, który wybrali ten region z podobnego do nas powodu – tutaj prawie nie wieje. Parę szóstek i do domu. Przynajmniej jedzenie jest dobre!

Kolejny dzień, wieje jeszcze mocniej niż poprzednio! Jedziemy do Cornudelli rozpytać, gdzie można połoić. W końcu decydujemy się na polecany przez Alberta region Raco de Missa. To był strzał w dziesiątkę (no prawie...). Piękne skały, zero wiatru, słoneczko! Jedyny problem to trudności – klika połogich piątek, a potem od razu 6c... Przynajmniej Gosia była zadowolona – zrobiła 7a i 7b OS, również Paweł robił drogi w tych trudnościach. My, jedno- i dwulatki w 7a nie powalczymy...

Park Montsant i region Raco de Missa

Nadszedł dzień restowy, w sumie nikt nie był zmęczony, ale z powodu pogody spręża na wspinanie nie było – pojechaliśmy do Tarragony, a potem do nadmorskiego Salou. Stara Tarragona to klasyczny hiszpański zabytek, sporo tam porzymskich kamieni i masa fajnych knajpek. Natomiast Salou to bardzo przyjemne, chociaż mocno betonowe miasteczko – typowy kurort wypełniony mnóstwem turystów. Żeby nie było, że olewamy - „bulderowaliśmy” na 8-metrowej wysokości „pająku” na plaży :D.

Tarragona

Kolejnego dnia wiało tak straszliwie, że nawet Gosia stwierdziła, że nie ma ochoty na wspinanie. Jedynie Paweł mocno naciskał – poprzedniego dnia rozwiesił ekspresy na jakimś 7c+ w Raco de Missa i koniecznie chciał to patentować. Trochę powalczyliśmy, w końcu Paweł, wspierany przez Kubę, poszedł po szpej (do ściany od parkingu jest jakieś pół godziny pod górę), a my spędziliśmy kilka godzin w urokliwym miasteczku nieopodal – La Morrera de Montsant. W barze (?), w którym można było dostać tylko kawę i rumianek, odkryliśmy fantastyczne, na oko 100-letnie, piłkarzyki wykonane z cyny i ołowiu! Lepsze takie łojenie niż nic :].

La Morrera de Montsant i piłkarzyki

Wieczorem odwiedziliśmy ruiny miasteczka w pobliżu schroniska, pozostałości kościółka robiły o zmierzchu niezłe wrażenie!

2008_03250178_lamussara_ruiny.JPG
Ruiny w La Mussara

Przedostatni dzień to rejon La Mussara, przyjemne, bardzo długie drogi – partner dotykał ziemi, kiedy węzeł na końcu 60-tki zatrzymywał się w rękach asekurującego. W okolicy było również sporo malowniczych wielowyciągówek, a ze szczytu skał rozpościerał się widok na całe wybrzeże! Tego samego dnia, w pobliżu wspomnianych wcześniej ruin, udało się nam złapać ostatnie promienie zachodzącego słońca – miło takie rzeczy wspominać...

W dzień wyjazdu postanowiliśmy wrócić do wcześniejszego regionu, ale w trakcie wspinania zaczęło padać i ewakuowaliśmy się do schroniska wcześniej. Wyjechaliśmy z La Mussara o 20, około północy dotarliśmy do centrum Barcelony. Niżej podpisany ze swoją drugą połówką zostali na cudowne dwa dni w Barsie, reszta ekipy po krótkim spacerze po La Rambli wyruszyła do Girony. Co do pobytu w Barcelonie – fantastyczne miejsce! Miasto turystów, dziwek, targowisk i egzotyki, świetnego jedzenia, chaotyczne, ale przez to prawdziwe. Polecamy!

Michał Szustak

PS. W wyjeździe udział wzięli: z Warszawy - Gosia Kusztelak, Magda, Ania i Michał, Łukasz, Krzyś, Kuba, Mariusz; Jacek z Zakopanego; Paweł z Gliwic. Pozdrowienia!


Zobacz również:





Brak komenatrzy
RSS komentarzy

Napisz komentarz
  • Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • Komentarze zawierające reklamy będą usuwane.
Podpis:
Tytuł:
Komentarz:



Anty-spam: Code

 
« poprzedni artykuł
Top! Top!