Advertisement

Dla początkujących
Menu
Strona główna
Aktualności
Artykuły
Filmy i zdjęcia
Społeczność
Ogłoszenia
Forum
Linki
Wyszukaj
Warszawa
Gdzie się wspinać?
Topo
Instruktorzy
Sekcje
Logowanie
climb.pl
szkoła językowa francuski hiszpański warszawa
Ankieta
Najlepsze skały w Europie:
Polska
Francja
Hiszpania
Włochy
Niemcy
inny kraj
nie lubię skał w Europie
Wszystkie ankiety
Stworzone dla:
Mozilla Firefox
feed image
Siurana Climbing Party!
Tagi: siurana  hiszpania
Redaktor: lamia 09-05-2008  (zmieniany: 10-01-2009)

Autor: Emilia Szczepańczyk

Nie pamiętam już czyj to był pomysł. Grunt, że na wspinaczkowym głodzie, pragnąc tylko skał i słońca, czekaliśmy na ten wyjazd od czterech miesięcy.

Dzień przed wyjazdem dowiedziałam się, że Mój Kochany Brat już po raz trzeci zabrał bez uprzedzenia śpiwór oraz, że pociąg z Warszawy do Poznania jedzie dziesięć godzin z trzema przesiadkami. Niestety dopiero stamtąd był odlot (chyba balonu albo helikoptera, bo bilety kosztowały 250 złotych) do Girony. Zaowocowało to wszystko klasycznym przedwyjazdowym urwaniem głowy...  Na szczęście śpiwór udało mi się szybko kupić. Odpowiedniejszy pociąg również w końcu się znalazł.

foto1.jpgJechała spora ekipa, bardzo ciekawych i bardzo różnych ludzi w połowie mi nie znanych albo znanych tylko z widzenia, ale od razu czuło się, że będzie nam ze sobą fajnie. :) O 23 spotkaliśmy się wszyscy na dworcu w centrum. Po nieprzespanej nocy w pociągu do Poznania, około 3 nad ranem dotarliśmy taksówkami ze stacji na lotnisko. Tam krótka kimka na podłodze w hali głównej i wreszcie około 10, po krótkich problemach z ekspressami (oto przesłanie dla potomnych – ekspresy pakujcie do bagażu głównego!), wylecieliśmy.

Po dwóch i pół godzinie spokojnego lotu, w Hiszpanii przywitało nas słońce! :) Podzieliliśmy się na dwie grupy: My – młodsi, biedniejsi i bardziej odporni na niewygody i Oni – starsi, bogatsi i potrzebujący większych luksusów. :P Ruszyliśmy w kierunku Siurany. Podróż tam wyglądała w skrócie, tak: autobus, buty, metro, pociąg, autobus, buty, auto-stop. I byliśmy pierwsi! Pozostali wynajęli dwa samochody i podobno na dobre im to wyszło. ;)

foto8_camp.jpgSiurana leży na czymś w rodzaju płaskowyżu / góry / wzniesienia. Dotarcie tam wymaga pokonania 10 kilometrów krętą drogą pod górę.  Na miejscu byliśmy już po zmroku. Aby zminimalizować koszty rozbiliśmy namioty na dziko w krzakach, na skraju wielkiego kanionu, w którym było całe wspinanie. Nie był to jednak najlepszy pomysł, bo po dwóch dniach przyjechała lokalna policja i kazali nam się przenieść na campa, grożąc mandatem. Ale Polak potrafi. Zarejestrowaliśmy tylko połowę osób, czego na szczęście już nikt nie zauważył. Nawet zaprzyjaźniliśmy się trochę z właścicielem Tonim, podobno sławnym wspinaczem.

Camping w Siuranie jest bardzo fajny, zawiera łazienki, w których nawet od czasu do czasu jest ciepła woda; kuchenkę z paleniskiem, w której co wieczór zbierają się na gotowanie, śpiewanie i palenie blantów wspinacze z całego świata; knajpę, gdzie co noc wygrzewaliśmy tyłki aż do zamknięcia (do około 24.00), oglądając w kółko te same filmiki wspinaczkowe (Krzyś Sharma Rulez), grając w szachy, warcaby lub jenge (gra w klocki, dobra na palce ;), czasami kupując coś do jedzenia; bulderownię, którą odkryliśmy na szczęście ostatniego dnia ;), gdy padało.

foto4.jpgJeśli chodzi o wspinanie... Po pierwsze w Siuranie strasznie wieje, więc nie da się wspinać po małych chwytach, bo potrafi zwiać wspinacza ze skały... ;) A tak na serio, to oczywiście jest pięknie – i to jest najważniejsze. Wyceny są bardzo zaniżone, więc jak wciągnęłam 6b, to byłam w siódmym niebie. Drogi są dobrze, bo porządnie i gęsto, obite, a w stanie wiszą karabinki... Czego chcieć więcej? :)

Podczas gdy Konri latał z aparatem, naśladując naszego znanego kolegę :), chłopaki - Kwiato, Jasiek i Maciek, po dwóch dniach rozwspinania przystawiali się już z sukcesami do dróg 7a/7a+. :) Marta nie wspinała się dla cyferek, ale widziałam, że zrobiła na wędkę 6c w Gan Dionis. Magda wymiatała na bulderach, a ja walczyłam na drogach w rejonie Toni Gros. Spadałam tam z jednej drogi z ostatniej wpinki przez dwa dni 6 razy z rzędu - raczej nigdy tego nie zapomnę. Było super. :)

foto2.jpg
foto3.jpg
foto9.jpg

Maciek, nasz wyjazdowy ogarniacz, wiedział wszystko na temat dojazdów i rejonów. Był chodzącą encyklopedią (biorę go w każdą następną podróż do plecaka). Zapytał mnie, na jaką chcę iść drogę, odpowiedziałam, że na żółtą, bo chyba to podoba mi się w Hiszpanii najbardziej - piękne, żółte wapienie. Szkoda tylko, że wszystkie te najładniej wyglądające drogi były zarazem najbardziej wymagające...

Mimo kiepskiej pogody (dwa razy w nocy padał śnieg, ja byłam załamana, a Baar z Izraela skakała z radości, bo widziała coś takiego pierwszy raz w życiu) i tego, że w końcu w połowie wyjazdu się rozchorowałam, chodziliśmy w skały codziennie. Wszystkie rejony są blisko siebie i campa, a wystawa chroni przed wiatrem i daje się dzięki temu poczuć na plecach trochę słońca. W dodatku widoki są naprawdę nieprzeciętne, no i atmosfera pod skałami... Spotykaliśmy wielu znajomych i nieznajomych :) z Polski, którzy od razu stawali się naszymi nowymi przyjaciółmi. ;) Raz podszedł do Magdy obcy facet, zapytał, czy ma krem, bo wszyscy mieliśmy tam spierzchnięte usta od wiatru, Magda powiedziała, że nie, ale że Emi ma i pokazała na mnie ręką, siedziałam wyżej. Podszedł do mnie, dałam mu pomadkę, podziękował i odszedł. Nie wiem nawet jak miał na imię. :)

foto7_rest.jpgW resty część osób jeździła do Cornudelli – pobliskiego miasteczka, na zakupy, bo w samej Siuranie, nie ma żadnego sklepu (ani spożywczego, ani turystycznego). Ja, po wcześniejszych, raczej kiepskich doświadczeniach z podróżowaniem na stopa, postanowiłam się nigdzie tym razem nie ruszać. I obietnicy sobie danej dotrzymałam.

Po dziesięciu boskich dniach spędzonych w zimnej, ale pięknej Siuranie (czyli podobno takiej najbardziej pożądanej), trzeba było wracać... Ostatni autobus tego dnia wyjeżdżał o 13.45. Spakowaliśmy się, posprzątaliśmy i zapłaciliśmy za połowę osób. Wszystko to trwało oczywiście zbyt długo... Madzia z Kwiatem złapali szybko stopa, ale dla mnie i Maćka już tego dobrodziejstwa niestety zabrakło. Prawie biegiem pokonaliśmy z plecakami 10 km w dół, gdy zostało 1,5 km i 6 minut do odjazdu... Zatrzymał się samochód – to się nazywafoto5.jpg Szczęście. Zdążyliśmy. Potem pociągiem do samej Barcelony, metrem na dworzec autobusowy. Tam zostawiliśmy bagaże w skrytkach i pozostało nam 11 godzin do spędzenia w mieście, które ja osobiście kocham. Łaziliśmy więc w tę i z powrotem. Kupiłyśmy sobie z Magdą śmieszne, indyjskie, za szerokie porty. Byliśmy na hamburgerach (obowiązkowy punkt każdego wyjazdu), Kwiato wkosił La Ramble (tę ulicę, w górę, po murze kościoła, do tabliczki z napisem). Spotkaliśmy żula z Niemiec i byliśmy na punkowej imprezie.

O 3 wsiedliśmy w zatłoczony autobus do Girony, o 7 w samolot do Poznania, który leciał jakby po kartoflisku, więc nie dało się spać. W Poznaniu szaro i pada, wsiedliśmy szybko w pośpiech i o 16 byliśmy w Warszawie.

Padłam na łóżko, powiedziałam mamie, że po dwóch tygodniach wspinu, 12 godzinach łażenia, 26 godzinach niespania będę tu leżeć i jęczeć, aż poczuję się lepiej. Zmęczona, ale szczęśliwa, zadając sobie to odwiecznie nurtujące mnie pytanie – po co to wszystko?, przyrzekając sobie, że już NIGDY więcej, poszłam spać. Rano wstałam, jeszcze trochę zmęczona, spojrzałam na komórkę - „1 nieprzeczytana wiadomość” od Gosi. Napisała, że ma jakieś fajne baldy, więc założyłam rolki i pojechałam do BUWu... :) 


Zobacz również:





Komentarze (3)
RSS komentarzy
1. Dodany przez: koleżka23-10-2008 22:46
milusio
zajebiście - pozazdrościć  
jakie dkn hamburgery?  
buziaki Emi
 
2. Dodany przez: emiduck09-11-2008 19:10
:]
ojej, takie o smaku ceraty z watą, no nie wiem, nie pamiętam. ;)
 
3. Dodany przez: Aga28-10-2009 06:32
takie sobie
to płacenie za połowę osób, myslę, że nie ma czym się chwalić...potem idzie opinia o Polakach,że złodzieje
 

Napisz komentarz
  • Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • Komentarze zawierające reklamy będą usuwane.
Podpis:
Tytuł:
Komentarz:



Anty-spam: Code

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!