Advertisement

Dla początkujących
Menu
Strona główna
Aktualności
Artykuły
Filmy i zdjęcia
Społeczność
Ogłoszenia
Forum
Linki
Wyszukaj
Warszawa
Gdzie się wspinać?
Topo
Instruktorzy
Sekcje
Logowanie
climb.pl
szkoła językowa francuski hiszpański warszawa
Ankieta
Najlepsze skały w Europie:
Polska
Francja
Hiszpania
Włochy
Niemcy
inny kraj
nie lubię skał w Europie
Wszystkie ankiety
Stworzone dla:
Mozilla Firefox
feed image
Rower
Redaktor: Ozrabal 30-10-2008
Puściłem, lecę. Mógłbym napisać, że coś w trakcie tego lotu myślę, ale tak nie jest. Wszystko dzieje się zbyt szybko – spadam tylko półtora metra. Materace znowu przyjęły moje ciało gościnnie i miękko (jeżeli pokryta skajem gąbka może być gościnna). Leżę przez moment, smakuję gorycz porażki. Robię się zły! Turlam się do krawędzi buwowego materaca. A on znowu to zrobił – wciągnął tego balda. Nie mogę się z nim wspinać, bo jeszcze wpadnę w kompleksy. Bydle zabiedzone, niedożywione i żylaste. Zaciskam pięść, wstaję. Powinienem chwilę odpocząć – tak czytałem w mądrej książce – ale znowu łapię klamkę startową, wstawiam nogi i jedziemy. Tylko porażka może mnie zmotywować odpowiednio mocno. Dzisiaj powinienem być już zmotywowany straszliwie. Generalnie wszystko się zgina, forma stale zwyżkuje, co trochę mnie dziwi, ale może jestem utalentowany. Problem polega na tym, że oni też mają progres. Są lżejsi, mają korzystniejszy stosunek siły do masy. Znowu zwiększę siłę, ale może się to niekorzystnie odbić na stawach, ścięgnach… Trzeba zmniejszyć masę. Bańka. Staram się wstawić stopy na stopnie. Patrzę na nogi okryte czarnym materiałem spodni – pod tkaniną kryją się wspaniałe, grube zwoje włókien mięśnia czterogłowego uda – silne, sprężyste, ale do wspinania niepotrzebne. Jak to się stało, że one są takie ogromne? – pomyślałem. Od półtora roku poruszam się po Warszawie wyłącznie na rowerze. Jest to wygodne, przyjemne i czasem emocjonujące. Niestety jazda ulicami stolicy przypomina sprint. Stoję na światłach, ruszam, przejeżdżam kilkadziesiąt metrów do następnych świateł. Staję. Czekam, ruszam i znowu jadę kilkaset metrów… Na studia, do pracy, do domu… Dla mięśni taki wysiłek jest impulsem do zwiększania swojej objętości. W efekcie obwód mojego uda zbliża się niebezpiecznie do obwodu pasa. Trochę będzie szkoda odstawić rower – pomyślałem, leżąc znowu na niebieskim materacu. Chwyciłem między kciuka i palec wskazujący fałdki tłuszczu na brzuchu. Zrolowana skóra obficie wypłynęła pod wpływem nacisku. No, pobiegać też trzeba będzie – kontynuowałem wywód w myślach. Mi już starczy – powiedziałem głośno. Wstałem. Zacząłem robić pompki jak zawsze przed rozciąganiem. Tylko tego roweru szkoda.




Brak komenatrzy
RSS komentarzy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Top! Top!