|
Wspinanie jest formą gry, więc nie powinno nikogo dziwić, że wspinacze
uwielbiają również szereg innych gier i zabaw, którymi urozmaicają
sobie przydługie dni restowe. A w co grają wspinacze? Oto przegląd
kilku najpopularniejszych dyscyplin około-wspinaczkowych podpatrzonych
na kosmopolitycznym campie w Barbizone.
zośka - zosia, zosieńka, gra piękna i szlachetna, polegająca na jak najdłuższym odbijaniu szmacianej / wełnianej / skórzanej piłeczki pomiędzy dowolną ilością osób za pomocą wszelkich dostępnych kończyn. Dodatkową atrakcją są tzw. triki - np. gaszenie na nodze, na karku, czy na daszku bejsbolówki.
slack-line - iście cyrkowa dyscyplina polegająca na chodzeniu po naciągniętej taśmie. Kiedy już opanujecie tę niełatwą sztukę możecie zacząć siadać na taśmie, chodzić tyłem, żonglować, wskakiwać na nią z rozbiegu etc.
żonglerka - podobno żonglerka rozwija podzielność uwagi i ogólną koordynację ciała. Może to i prawda, ale kogo to obchodzi? Niewątpliwym jednak jest, że intensywna sesyjka z trzema piłeczkami stanowi świetną formę rozgrzewki przed boulderingiem. A do tego kobiety tak lubią żonglerów.
szachy - Polacy tym się różnią od innych nacji wspinaczkowych, że zamiast chodzić po slacku, czy grać w zosię, wolą pykać w szachy. I nie ma się czego wstydzić, gdyż ostra partyjka jest prawie tak dobra jak sieknięcie naprawdę corowego boulderu.
frisby - rzucanie sobie talerzem, wiejska (choć popularna) gra, bardziej nadająca się dla psa, niż dla szanującego się boulderowca.
jebanie głupa - elitarna dyscyplina, trudno napisac o niej więcej.
poi - do tej zabawy wystarczą dwie piłeczki przymocowane do dwóch półmetrowych sznurków. Sztuka polega na takim symultanicznym wywijaniu piłeczkami (każda w innej ręce), aby ich linki się nie splątały, a wszystko wyglądało elegancko i estetycznie. W wersji hardcorowej piłki można podpalić. Aby docenić całą sztukę należy zobaczyć ją na żywo w wykonaniu doświadczonego poiowca, a jeszcze lepiej poiowczyni.
połykanie ogni - bardzo widowiskowa zabawa rodem z kuglarskich popisów na średniowiecznych jarmarkach. Wystarczy nabrać trochę wysokooktanowego alkoholu do ust, a następnie "wyprychnąć" go pod wysokim ciśnieniem na najbliższe źródło ognia (najlepiej pochodnię) i już możesz zionąć ogniem niczym prawdziwy smok. Należy przy tym uważać, aby ogniem nie zajęła się Wasza czupryna.
joga - ta hinduska sztuka wyginania swego ciała we wszystkich możliwych i niemożliwych pozycjach posiada wiele zalet ze wspinaczkowego punktu widzenia. Joga poprawia rozciągnięcie, kontrolę nad własnym ciałem i ogólne samopoczucie. Interesująca może być również joga tantryczna, jednak już z zupełnie innych powodów.
tai-chi - Chińczycy, choć mali i żółci, wymyślili wiele fajnych rzeczy. Jedną z nich jest tai-chi, rodzaj gimnastyki medytacyjnej. Ćwiczenia oddechowe połączone z harmonią ruchu. Praktykujący tai-chi podobnie pojmują doskonałość ruchu, jak boulderowcy starej daty pojmowali doskonałość przechwytu (vide John Gill). Godne polecenia dla wszystkich szukających kinetycznej samoświadomości
skoki - fajna dyscypina dla wszystkich kolesi, którym bouldering nie wychodzi najlepiej. Zamiast ciągnąć z oblaja wystarczy skakać z kamyka na kamyk. Im wyżej i dalej od punktu startu do punktu lądowania, tym większa zabawa. Dla wszystkich zainteresowanych polecamy film instruktażowy pt. Hybryda.
kongi - piękny instrument dla wszystkich, którzy mają kłopoty ze słuchem absolutnym. Wystarczy rytmicznie walić łapskami w bęben (dobre ćwiczenie na przedramiona). Dodatkowo kongi mają wiele zalet towarzyskich - z ich pomocą można zwabić do ogniska jakieś fajne balderlaski, lekko je zbakać, a następnie podziwiać jak się wiją w rytmie bębna i świetle ognia. Mniam.
koci łapki - mogłoby się wydawać, że to gra tylko dla przedszkolaków, ale fragment kultowego Rampage pokazuje, że nawet Chris Sharma w to gra (choć z marnymi wynikami).
(źródło: boskie wdahu no. 11)
Zobacz również:
|
| UNaJNicDnFZacRw | | A prvooacitve insight! Just what we need! |
| | |