|
Zanim zaczniemy rozprawiać o zaletach, należałoby określić czym buldering jest, a czym nie jest? Ponieważ w słownikach brak stosownej definicji należałoby ją stworzyć.
Jako buldering na użytek tego artykułu przyjmiemy poruszanie się w terenie nieturystycznym, a skałopodobnym w kierunku wertykalnym, diagonalnym bądź horyzontalnym w niestrasznej odległości od ziemi, przy czym pomijane są intencje samobójcze, ratownicze bądź ewakuacyjne. Osiągnięcie szczytu (wierzchołka) nie jest konieczne, a w niektórych wypadkach nawet stylowo niewskazane.
Tyle niezbędnej terminologii, a teraz wreszcie do rzeczy.
1. Słowo buldering, słusznie czy nie, domorośli językoznawcy wywodzą od bólu. Obserwując mimikę uprawiających to zajęcie trudno się z nimi nie zgodzić. Cierpienie wszak przecież uszlachetnia, a kto nie chciałby być szlachetny jak Janek z "Czterech Pancernych" czy Pan Wołodyjowski? Jak wiadomo z lekcji historii w sztuce cierpienia jako naród jesteśmy nieźli, więc należy wróżyć rychłe sukcesy przyszłej kadrze narodowej.
2. Wspinacze, jak wiadomo, to indywidualiści, którzy z reguły nie
przepadają za sportami zespołowymi. Wybór partnera od liny to zawsze
mniejszy lub większy kompromis. Wprawdzie w miarę wspinania prowadzący
oddala się od asekuranta ale już na ziemi często jest zmuszany do
przebywania w towarzystwie, za którym nie przepada. Najgorzej jest w
czasie wyjazdów, kiedy trzeba przebywać wśród grupy ludzi przez wiele
tygodni i to naprawdę właśnie dlatego w Himalajach skończył się czas
wielkich wypraw, a triumfuje kameralny styl alpejski. Bulderując
samotnie mizantropi mogą przebywać w swoim ulubionym, czyli własnym,
towarzystwie.
3. Miłośnicy bezpośredniego kontaktu (sporty walki?) też będą zadowoleni
uprawiając buldering, albowiem we wspinaniu z liną, poza zawodami,
trudno o bezpośrednią konfrontację. W bulderingu łatwiej o
satysfakcjonującą Ego, bezpośrednią możliwość dokoszenia rywalowi
zwiedzionemu niewinnym "mam tu taką przystaweczkę".
4. Bardzo złośliwi twierdzą, że młodym przystawkowiczom po prostu szkoda
pieniędzy na linę czy żelastwo i wolą przeznaczyć pieniądze na inne
cele bardziej związane z okresem dorastania (sex, drugs & rock`nd
roll). Ideologia, skomplikowane wyceny i cała magiczna otoczka zaś
pojawiły się dopiero później, by obalić ten (krzywdzący?) zarzut.
5. Nuda to znacząco ważny czynnik inspirujący przy powstawaniu rzeczy
nowych. Ile razy można powtarzać tę samą drogę na sztucznej ścianie?
Ale już kilkanaście chwytów rozmieszczonych na niewielkiej ściance daje
gigantyczną ilość możliwości połączenia ich w ciąg różnej klasy
przystawek i obwodów. I nie trzeba robić znowu tego samego.
6. Miłośnicy przepaści z naturalną wyższością spoglądają na plątających
się poniżej kolegów podejrzewając ich o lęk wysokości. Ci z kolei bez
kompleksów spoglądają do góry i pomrukują coś o rzęchołazach i
miłośnikach zasp. Zupełnie inną przyczyną niechęci do wychodzenia wyżej
niż kilka metrów nad ziemię może być psychologicznie usprawiedliwiona
awersja do wysokości spowodowana nadmiarem prac wysokościowych.
7. Ewolucjoniści z zawodową ciekawością lubią obserwować jak zmieniają się
trendy we wspinaczce i nie tylko. Wskazują oni, iż jeśli tak dalej
pójdzie to pojawią się wkrótce przystawki półruchowe, ćwierćruchowe, a
kresem tej minimalistycznej ideologii będzie utrzymywanie się
(sekundowe, półsekundowe...) na wyznaczonych, a złośliwie
rozmieszczonych lub niewielkich chwytach czy stopniach. Z kolei
freudyści zwracają uwagę na kompleks wielkości (albo raczej małości),
która ponoć nie ma znaczenia, bo i tutaj liczy się przede wszystkim
technika.
8. Kapitalizm brutalnie wymusza na nas pracę w różnych porach dnia i
tygodnia, dlatego często trudno o wolnego partnera, który podpisuje
akurat ważną umowę, rozwodzi się albo ma kaca po "bizneskolacji".
Historycy wspinania przebąkują coś o jakimś anonimowym Amerykaninie z
Kalifornii, któremu partner nie dojechał, jako nieślubnym ojcu
wspinaczki bezlinowej niskiej.
8 i 1/2. Siła jest ważna. Przydaje się do wbicia gwoździa, podniesienia
akumulatora jedną ręką i wreszcie umożliwia wykonanie naprawdę trudnego
ruchu, a nawet zrobienie go przy niewielkim wspomaganiu się techniką.
Znane i odnotowane w literaturze górskiej są przypadki, kiedy wspinacz
o niepozornym wyglądzie położył "na rękę" znacznie bardziej
napakowanego osiłka wzbudzając respekt u płci obojga. Choćby tylko
dlatego warto czasem pobulderować.
(źródło: boskie wdahu no. 12)
Zobacz również:
|
| KuVVtrgRMBPv | | Appreictaion for this information is over 9000-thank you! |
| |
| QjQwweAl | | Zcdy1I imcrljxelkhv |
| | |